sobota, 16 lutego 2013

Czarna strzała (ep. 9)

W Tarfangaarze dzień płynął jak każdy inny. Na ulicach roiło się od kupców, przechodniów, drobnych złodziejaszków i różnych dziwaków. Nie trzeba było specjalnie się wysilać, żeby natknąć się na elfa, orka, gnoma, czy osobnika z drzewem genealogicznym o konfiguracji bardziej skomplikowanej niż dworskie intrygi. Stolica żyła swoim rytmem. Nikt nie zwracał uwagi na wrzaski, śmiechy, dzwonienie janczarów, biegające wkoło dzieci, czy rzeźnika goniącego za przyszłym kawałkiem golonki, mającym zbyt duży instynkt przetrwania. Półork z przerzuconym przez ramię workiem o nieregularnych kształtach również nie wydawał się nikomu być czymś niezwykłym. Ot, kolejny element miejskiej scenerii.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wyjący wśród nocy (ep. 8)

Wieże Tarfangaaru stawały się coraz lepiej widoczne. Podróżnicy ocenili odległość od stolicy Ravengaardu na około dwa dni spokojnej wędrówki. Nie spodziewali się większych kłopotów ze strażnikami przy bramie - każdego dnia setki osób odwiedzało bądź opuszczało miasto i strażnicy pełnili tam rolę głównie reprezentacyjną. Tym, co bardziej zaprzątało im głowy tego wieczora była kwestia tego, gdzie udadzą się już po ominięciu posterunku. Mortargh nie był w Tarfangaarze zbyt lubiany. Nie chodziło o to, że był półorkiem, przynajmniej nie tylko. Stolica gościła tłumy osobników innych ras. Problemem był raczej sposób, w jaki prowadził interesy, a konkretnie, kwoty, których się dorobił. Niezbyt wielu mieszkańców Ludzkiego Królestwa Ravengaardu, jak brzmiała oficjalna nazwa państwa, mogło pochwalić się posiadaniem tak dużej ilości nieruchomości jak Mortargh. Nieco czym innym naraził się mieszkańcom stolicy jeździec zwany Aniołem Śmierci.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Trzecia bitwa (ep. 7)

-Cholera, w połowie jestem człowiekiem, a czasem ludzi zupełnie nie rozumiem. Czyli chcesz doprowadzić do tego, że nie będziecie się mogli posługiwać magią, tak?
-Dokładnie tak.
-Hrumpf, chcesz doprowadzić do upadku rasy ludzkiej? Nie żeby mi to jakoś szczególnie wadziło, ale...
-Nie wiem, czy zauważyłeś, ale przez ostatnie kilkaset lat, to my najlepiej posługujemy się mieczem.
-Może tak, może nie. Ale nadal nie widzisz luki w swoim planie, Sokole? Hrumpf, a mówili, że taki bystry jesteś, cholera. Nie dalej niż rok po tym, jak zniszczysz te całe Serca Ravengaard przestanie istnieć. Za to jego sąsiedzi powiększą odrobinę swoje terytoria, nie sądzisz?

niedziela, 16 grudnia 2012

Pieśń orka (ep. 6)

Obudziły go przeraźliwe rżenie konia i zimno pełznące po stopach. Nie był w stanie wstać, jego stopy przymarzły do ziemi. Rozejrzał się, wokoło śniegu było już niewiele, a temperatura powietrza wydawała się być względnie wysoka. W każdym razie nie na tyle niska, by człowiek mógł zamarznąć. Spojrzał na towarzysza podróży - Mortargh spał ciężkim snem. Mężczyzna sięgnął po miecz. Przyzwyczajenie, które nakazywało mu trzymać broń najdalej pięć metrów od siebie, w każdej sytuacji, nieraz uratowało mu życie. Dźgnął półorka, starając się wyrwać go ze snu. Udało się już po drugiej próbie. Olbrzym poderwał się szybko i rozejrzał. W jego oczach zabłysło przerażenie. Szybko otrząsnął się z szoku i wycofał poza zbliżającą się szybko strefę lodu. Za wolno. Lodowe macki zatrzymały go w miejscu. Odruchowo zaintonował pieśń.

sobota, 15 grudnia 2012

Na południe (ep. 5)

-Nie spodziewałem się ciebie tutaj, Sokole.
Głos półorka był niski i nieprzyjemny.
-To samo mógłbym powiedzieć o tobie. Od kiedy używasz broni elfów?
-Ha! Po jatce, którą urządziłeś w Żyjącym Lesie nazbierałem tego sporo. Kilka osób nieźle się dzięki tobie obłowiło. Swoją drogą dziwię się, że nie zabrałeś stamtąd niczego, to nie w twoim stylu. Hej, gospodarzu! Więcej piwa! No, opowiadaj, co robisz w tej zapadłej dziurze?
-Przejeżdżałem w pobliżu i dopadła mnie zamieć. Straciłem konia. A ty, Mortarghu? Skąd się tu wziąłeś?
-Mam do załatwienia trochę spraw handlowych na południu, ruszam rano, skoro świt.
-Na południu... Co powiesz na towarzystwo w podróży?
-Cholera! Szybciej z tym piwem! Chcemy wypić za przygodę!

piątek, 14 grudnia 2012

Zadanie (ep. 4)

Obudził się niedługo po tym, jak ucichły odgłosy świętującego tłumu. Księżyc świecił wysoko na niebie. Dokładnie i metodycznie zabrał się za przeszukiwanie chatki. Potrzebował złota i czegoś do zjedzenia. W ostateczności wystarczyłoby mu samo złoto. Chata była niewielka, ponadto dobrze znał każdy jej zakątek. Po kilku minutach podrzucał w dłoni sakiewkę, podczas gdy drugą posilał się jabłkiem. Mistrz nie jadał zbyt często, więc w chacie trudno było o znalezienie porządnego pożywienia. Chcąc nie chcąc musiał wybrać się do gospody.

czwartek, 13 grudnia 2012

Serce Lodu (ep. 3)

-Doprawdy?
W jego głosie wyraźnie brzmiała kpina. Nie otrzymał odpowiedzi, zresztą wcale jej nie oczekiwał.
-Nie używam już tego imienia, mistrzu Thoriusie.
-Wiem o tym doskonale. Śledziłem twoje poczynania od dnia, kiedy mnie opuściłeś. Nie powiem, żeby napawały mnie dumą. Zawiodłeś mnie, Hipolicie, tak bardzo zawiodłeś...
-Nie nazywaj mnie tak. Nie ma już Hipolita, ja jestem...
-Anioł Śmierci? Tak zdaje się mówią o tobie w okolicach jeziora Tangwa. Czy może Nocny Sokół, jak nazywają cię na południu?
-Z tych wszystkich przydomków najbardziej lubię "Zguba Elfów". Nieważne zresztą. Nie jestem tutaj, żeby dyskutować o imionach.